
Odciążyłam się z części winy i to dużej części. Niestety serwis blogowy już od 3 lat nie radzi sobie ze sobą. Kłopoty serwisu zbiegły się z moją nad blogiem pracą. „Beknęłam"-ja. Trudno... Z tego co widzę- kłopoty ciągną się nadal. Nie mogę nic zrobić „normalnie"...- wszystko jest NIE TAK. Poczekam...
Wczorajsza aura dorównywała pogodzie u mnie w domu. Długiemu znów „nie pasi". Innego kierunku oprócz tego do dziewuchy nie widzi. Poszedł znów obciąć włosy. Nie...-przecież nie miał długich. Gdy byłam „robić za modela" u Gabriela-zabrałam go ze sobą i stylista z Włoch zrobił mu główkę na „cacy". Podejrzewam że mamusia dziewuchy przyzwyczajona do fryzur rodem z Rawicza, podszepnęła pomysł. Niech chodzi w buraczanych fryzurach-to nie moja głowa. Na obowiązki domowe nie starcza czasu. Ok... Zrobię sama..- a papusio zrobi sobie własnymi rączkami.
Jednak jestem pieniaczką i nie wytrzymałam już wczoraj zupełnie. Z resztą nie tylko ja. Od rana dzwonili sąsiedzi do administracji z pytaniem CO Z REMONTEM? Balkony powyczyszczane z wszystkiego -a firmy jak nie było widać-tak nie widać jej nadal. No i się dowiedzieliśmy. Firma dopiero wystąpiła do drogowców o pozwolenie. Matko jedyna jak mnie szarpnęło.....!! Mało tego- dowiedziałam się... że mój pion będzie robiony jako ostatni, a z moich obliczeń wynikło że po połowie września. Dziś wynoszę wszystko na balkon. Naturalnie sama-bo Długi nie ma czasu. Węgarki także umaluję sama... no tak za grzechy. Obiadu nie będzie. NA OBIAD NIE MAM CZASU. Niech sobie zrobi młody człowiek kanapki. Musi się przyzwyczajać bo jak się „pożenią" będzie to dla niego codziennością. Z tego co widzę to panienka najpracowitszą- nie jest.
Brunek już czeka... Zakładamy obuwie i do piwnicy po farbę...

Przecenianie umiejętności bardzo często nie wychodzi „na dobre". Ukarała mnie za ten grzeszek i elektronika i duma-za zapuszczanie się w niedozwolone jak widać jeszcze dla mnie ścieżki serwerów. Przynajmniej tak sobie to tłumaczę i biorę to co się stało na swoje barki. Straciłam prowadzonego półtora roku bloga ja Anka skakanka. Musiałam usunąć całość i zakładać od początku. Będę próbowała jeszcze-odzyskać to...co utraciłam ale nadziei na to wielkiej nie mam. Najbardziej dotyka mnie fakt, że najprawdopodobniej straciłam przez to kontakt z wieloma wspaniałymi ludźmi z którymi na blogu się spotykałam. Już wiem że znalazła mnie „jolanides", „smoczyca" i „mag". Witam Was serdecznie. Mozolnie będę starała się docierać do wszystkich utraconych adresów. Sporo już się udało. Jeśli ktoś nie widzi adresu swojego bloga w moich chętnie odwiedzanych-proszę mi o tym napisać.
Wiele razy upadałam... Wiele w życiu traciłam... Traciłam naturalnie bardzo ważne rzeczy,- jednak utrata tej elektronicznej cząstki mojego istnienia trochę zabolała. Szkoda... Było to miejsce (i będzie) gdzie w niewymuszony sposób zostawiałam swoje przemyślenia... radości... smutki... i codzienne sprawy. To co się stało-.... to część mojej edukacji. Już wiem co mogę...a czego mi nie wolno. Zaistnieliśmy znów.... Ja i mój Brunek. Długi i moje życie. Mam nadzieję że mnie odnajdziecie. A Tobie mój przyjacielu dziękuję, że wczoraj w tej denerwującej chwili trwałeś przy mnie ze swoją osobą. Bo przyjaciel- to człowiek który przychodzi, gdy wszyscy inni już odeszli.