Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


 

Skończyła się jesień jaką lubię. Kolej na miesiąc, który nie wiadomo czemu jest bardzo niechętnie przez prawie wszystkich wręcz „znoszony"... Bo i zaczyna się świętem zmarłych, które nastraja nas mało optymistycznie. Wspomnienia drażnią duszę i wyciskają łzy z oczu. Zimny on i deszczowy zgodnie z powiedzeniem „paskudny jak noc listopadowa". I zima straszy mrozem i opłatami za ogrzewanie... a pogoda listopadowa zazwyczaj paskudna. Aby dopełnić całości znak zodiaku listopada, czyli skorpion- nie cieszy się dobrą sławą. Wojowniczy on, mściwy i taki nieprzychylny innym. Jedyną pozytywną jego cechą jest ognistość temperamentu w sprawach intymnych....- choć i tym niektórzy nie są także zainteresowani. Znam sporo osób spod skorpiona..- niestety to prawda. Onegdaj- osoba którą poznałam wydawała mi się wyjątkowo nieprzyjemna i nieprzychylna. Taki dziwoląg społeczny, który od startu szukał w każdym wad, zamiast po prostu zaakceptować go jako całość i nie wzbudzać w sobie niemiłych emocji. Nie-... pani ta wyjątkowego usposobienia mało że nie miała ŻADNYCH przyjaciół, tych- którzy starali się tolerować jej charakter „tratowała" w sposób który wybijał im to z głowy. Nie wytrzymałam... W jednej z rozmów skierowałam temat na astrologię i spytałam o znak zodiaku „owej"... Tylko po co ja pytałam? Odpowiedź tej pani pokryła się z moimi przypuszczeniami... poza tym dowiedziałam się że „normalni ludzie nie interesują się takimi bzdurami". A ja się interesuję, bo mnie interesuje wszystko... A że jestem nienormalna wiem.... Któż bowiem normalny zapomina o przesunięciu czasu i gdy może wstać godzinę później zrywa się z łóżka „w nocy". No bo ranki teraz noc przypominają..- prawda? I ćwiczę ten ołówek jak tylko mam czas. We wtorek zajęcia, a pracą domową trzeba udokumentować powagę podchodzenia do tematu...

                                               

                            

                          

komentarze (3) | dodaj komentarz



 

Pada... Padało już chyba w nocy, jednak kaszel, a raczej jego brak pozwolił się wyspać. Zazwyczaj siedzę wieczorem dość długo a wczoraj byłam senna jak rzadko. Opracowuję materiały na uczelnię. Idzie ciężko bo żmudne to i trudno znaleźć coś dobrego na stronę. Cieszę się że ustępują resztki choroby. Potwornie wymęczył mnie kaszel i wszystko inne co ma związek z tym paskudztwem. Sporo czasu poświęcam rysowaniu. Nie malowałam ostatnio dość długo i ręka „twarda" . Muszę nadrobić... Z resztą muszę mieć materiały na wykłady. Szkoda że wieczorem tak szybko robi się ciemno. Najlepsze jest światło dzienne. Ale przecież to- wiedzą nawet laicy. Staram się nie używać gumki. Przyznam że już coraz bardziej mi się to udaje. Obserwuję innych.... Dochodzę do wniosku, że w szkołach „plastyka" to powijaki. Gdy ktoś chodził na kółka (z prawdziwego zdarzenia) bądź brał lekcje...- coś tam potrafi. I nie mam tu na myśli rzeczy, które zależą od zdolności człowieka, ale proste, techniczne sprawy, które nauczyciel powinien pokazać uczniowi. Ja- miałam chyba wiele szczęścia do wykładowców, bo mnie tego uczono. Wszyscy mają kłopoty z proporcjami. O perspektywie nie wspominam bo często to totalna klęska.

W domu- spokojnie. Nieeee.... nie znaczy to że Długi sporządniał i po sobie sprząta. NIE SPRZĄTA bo twierdzi że lubi swój bałagan... Zamykam więc drzwi od jego pokoju i po prostu BAŁAGANU NIE WIDZĘ. Najważniejsze, że można się już z nim dogadać. Nasze relacje nazwijmy to tak, - są poprawne. Skończyła się nerwówa z nim związana i zostały już tylko inne kłopoty.

Krople deszczu głośno uderzają o parapet. Spod kół samochodów tryskają fontanny wody... Nie jesteś chyba mój świecie takim- jakim chciałabym żebyś był. Zbyt wyidealizowałam Ciebie i ludzi. Wyizolowałam się od smrodu jaki wokół się unosi... ale przecież nie zmienia to faktu że on i tak blisko jest... i że przecież nadal nim oddycham. Ale przecież Stwórcy nie obchodzi czy podoba mi się on czy nie. Takim go stworzył i staje się takim jakim zostało mu przeznaczone... A co zostało przeznaczone mnie?...Nie sądzę by spełniły się moje marzenia. Schowałam je by nie mieć złudzeń. Niech sobie w szufladzie leżą...


                  


                                                                                            

komentarze (4) | dodaj komentarz



 

Chyba nie bardzo lubiłam ołówek... jednak w szkole sprawdza się najlepiej. Modne „piętnastominutówki" nie zrobi się inaczej jak ołówkiem. I teraz- polubiłam ten kawałek grafitu oprawionego w drewno. W drewno a nie mechaniczne z wymienianym wnętrzem. Noszę wprawdzie w kieszeniach oprócz gumek także temperówki, ale nic to w porównaniu z przyjemnością pracy właściwym, ulubionym narzędziem. I robię się jednak konfliktowa i marudna bo znów dziś odezwała się we mnie jędza i wyszłam ze sklepu bez zakupu. Chciałam nabyć właśnie poruszany wyżej ołówek.. Poprosiłam w sklepie znudzoną panienkę o podanie sześciu sztuk 6B i omal szczęka mi nie opadła jak zobaczyłam rzucenie na ladę pudełka z owymi. Narzędzie zwane ołówkiem, ma to do siebie, że nie powinno być rzucane, uderzane i wstrząsane- ponieważ tak kruchy wkład jakim jest grafit pęka w stu miejscach i zastruganie jest wtedy niemożliwe. A panienka rżnęła całym pudełkiem- po czym zaczęła odliczać wymienioną przeze mnie ilość. Całe sześć sztuk znów rzuciła na ladę a resztę ćpnęła z dość dużej wysokości do pudełka. Nie czekałam aż nerw mnie poniesie do końca tylko wyszłam ze sklepu. Nie potrudziłam się nawet na poinstruowanie młodej damy jak należy obchodzić się z takim asortymentem.. Może to i niegrzeczne i nie ma wytłumaczenia na takie moje zachowanie, ale nie miałam dziś nastroju na pyskówki. Przed oczyma stoi mi widmo zapłacenia za naukę a groszem nie śmierdzę. To znaczy w ogóle nie śmierdzę bo się myję... załamka jednak dobija codziennie z czymś innym. Czy moje kłopoty w ogóle się kiedyś skończą?... 

   
            

komentarze (3) | dodaj komentarz



 

Panu M jakiś już czas nie służył stan małżeński. Stanowisko trochę wyższe niż fizyczne uderzyło do głowy, co zaczął przenosić na niwę domową. „Nie za takiego M wychodziłam..."-skarżyła się żona, której zaczęto wytykać pochodzenie. Akurat w tym przypadku nie ma to żadnego znaczenia bo pani ta jest osobą kulturalna i inteligentną... i miejsce w którym się urodziła oraz to, że rodzice byli rolnikami jest najmniej ważną sprawą. Nie dochodząc tego kto bardziej zawinił- rozeszli się. Pan M wynajął mieszkanie. Dobrze mu się żyło bo wielkość alimentów jakie płacił na dwójkę swoich dzieci była niewielką. Niewielką.. bo dochody z pracy „na lewo" nie wchodzą przecież pod uwagę. Po wypadku jakiemu uległ M zostało kalectwo. Jego towarzyszką już na zawsze została laska. I tylko ona została jeśli idzie o rodzaj żeński, bo inne „laski" zniknęły wraz z chorobą. Ponieważ M nie jest już młodzieniaszkiem zaczął przebąkiwać o samotności. O miłości jaką chciałby być obdarowywany... o cieple rodzinnego (we dwoje) domu... i o tym jaki jest szlachetny a nieszczęśliwy wobec losu. Znajomi mimo nieatrakcyjności M wszczęli działania zmierzające do poszukania M towarzyszki życia. I nawet w kilku przypadkach to się udało... ale panie- po krótkim czasie rezygnowały z „tej znajomości" nie chcąc rozmawiać o powodzie tej rezygnacji. Kolekcja wolnych pań się wyczerpała i nikt już nie był w stanie panu M znaleźć tego- czego szukał. Poradzono mu portale towarzyskie... jako szersze pole do popisu. Założony profil na jednym podobno nie przyniósł M szczęścia. Inne na wszystkich pozostałych niepłatnych...-także. Wszyscy znajomi byli przekonani, że brak powodzenia spowodowany jest kalectwem M. Poza tym wiek... nieatrakcyjność aparycyjna.... I nic bardziej mylnego niż to- czego domyślali się wszyscy wokół. Nasz „biedny" M miał po prostu swój pomysł na życie i już. Wszystkie bowiem kandydatki podzielił na dwie grupy. Na te „z mieszkaniem" i te „bez mieszkania". Drugą grupę wykorzystywał do spotkań i sprawdzania swojej męskości. O następnym podziale tej grupy już nie wspominam. Pierwszą grupę zaś podzielił na podgrupy:.. „ze spadkobiercami" i „bez spadkobierców". Te z grupy pierwszej służyły M do zapewnienia lokum w trakcie spotkań ( zazwyczaj kilkudniowych z utrzymaniem i opierunkiem),- w grupie ostatniej została tylko jedna pani...która zorientowawszy się o co M chodzi nie zaprosiła już go do siebie nigdy. I błędem byłoby myślenie że M wyciągnąwszy wnioski z tego co się działo „zluzował". Nic podobnego... Poznając teraz nowe panie pierwszym pytaniem jakie zadaje jest to- dotyczące mieszkania, spadkobierców, niezależności finansowej i stosunku do życia rodzinnego. Będąc uczestniczką rozmowy o owym M mruknęłam pod nosem:.. „frajerek szuka i ofiar, frędzel jeden... myśli p...t że jest dziesiątym cudem świata..."- po czym zmieniłam temat. Było to plotkowanie... i owszem... Wiem jednak że takich „M" jest sporo. I co najdziwniejsze często mówi się o nich „że zaradni"... Mówią tak jednak tylko faceci... Dla kobiet- jest to po prostu obrzydliwy, zdegenerowany cwaniak. A ze znaczeniem słowa "mężczyzna" łączy go wyłącznie- czesto bardzo maleńki kawałek ciała... (tu byłam BARDZO złośłiwa)
                                                       

komentarze (1) | dodaj komentarz


 

Nienawiść to bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego. Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości i opisywana jako męczące uczucie, następujące w wyniku bólu związanego z uczuciem zranienia, zemsty, wrogości i oszukania. Często powstaje z krzywdy zadanej przez innego człowieka. Nienawiść przybiera czasem postać obsesyjną: chęć zemsty jest tak silna, iż osoba nią zawładnięta nie jest w stanie przestać o niej myśleć; wówczas nienawiść jest głównym motywem jej działań i bardzo silnym bodźcem wpływającym na percepcję rzeczywistości. Tak jest w wikipedii i to skopiowałam z lenistwa.
Dlaczego taki temat?... Każdy temat wpisu ma kilka powodów i to nie tylko w moim przypadku,- ostatni czas jednak obfitował w kontakty ze światem i jego ataki w różnych dziedzinach. Kiedy nie możemy spożytkować swojej energii, lub też gdy brak nam pomysłów na jej kreatywne wykorzystanie psuje się nam humor. Czynniki takie jak kiepskie ciśnienie, obezwładniające gorąco, stres, albo wewnętrzne rozdarcie potrafią wpływać na nasz nastrój powodując dodatkową frustrację i koło się zamyka. Zaczynamy zapominać o tym, że inni też czują. Upraszczamy... odczłowieczamy... Czując, że cały świat nas w jakiś sposób nienawidzi, szydzi z nas, zagraża nam... niszczymy innych i siebie. Poziom toksyn w naszym ciele podnosi się tak bardzo, że krwi zaczyna być w tym niewiele. W życiu codziennym najczęstsza jaka dotyka- to nienawiść do umiłowanych. Jest to rzecz powszechna i banalna, że niespełniona miłość wywołuje negatywne emocje. Niekiedy kończy się na żalu... w skrajnie pozytywnych przypadkach wszystko wygasa śmiercią naturalną i nikt nie robi afery - było, minęło. Są jednak sytuacje , w których nienawiść prowadzić może nawet do żądzy krwi. Osoby uwikłane w takie sytuacje bywają najczęściej młode i niedoświadczone, jednak nie brak też starych i głupich. Przykładami nie będę sypała z wiadomych powodów. Człowiek nie jest istotą niezmienną. Z biegiem lat dokonuje się jego rozwój, a cechy jego osobowości ulegają transformacji. Być może osoba, którą nienawidzimy, z biegiem lat zmieniła się na lepsze a my po prostu nie potrafiliśmy lub nie chcieliśmy tego zauważyć.Trzeba jednak być realistą. Najprawdopodobniej nie zaczniemy kochać kogoś, kto przez długi czas wzbudzał w nas nienawiść. Możemy jednak odpuścić sobie tę nienawiść, ponieważ niszczy ona głównie nas samych, wywołując dyskomfort psychiczny i poczucie winy...-choć nie zawsze. Nienawiść i inne tzw. negatywne uczucia, to takie emocje, do których w dzisiejszych czasach nie wypada się przyznawać. Ktoś, kto otwarcie mówi, że nienawidzi - nie jest akceptowany przez otoczenie społeczne. Układamy więc sobie jakiś tam idealny wizerunek i tak owija i zamąca temat by nie dać zrozumieć otoczeniu że to jego wewnętrzny jad. Pierwszym krokiem w poradzeniu sobie z własną nienawiścią jest (paradoksalnie) przyzwolenie sobie na przeżywanie jej. Nie ma uczuć dobrych i złych, są tylko moje uczucia. Skoro tak czuję, to znaczy, że musi być jakaś tego przyczyna. Musimy najpierw uświadomić sobie własną nienawiść... aby zacząć sobie z nią radzić. Uświadomić i zaakceptować ten fakt, że ją odczuwamy. Nienawiść to w zasadzie to samo uczucie co miłość- tyle że ze znakiem przeciwnym. Miłość ludzka nie jest miłością idealną i czystą i ma wiele ciemnych stron.  Nienawiść jest jedną z nich.Drugim krokiem jest odwołanie się do rozumu i do intelektu. Jeżeli spróbujemy w sposób obiektywny rozważyć nasz stosunek do osoby, którą nienawidzimy, to spostrzeżemy, że tak naprawdę nie nienawidzimy tego człowieka jako takiego... ale że nienawidzimy kilka lub jedną z jego cech. A być może w ogóle słabo znamy tego człowieka? Może znamy zaledwie kilka jego cech i z tego większość odbieramy jako negatywne?  Silne uczucia potrafią zaślepić. Spróbujmy uważniej przyjrzeć się obiektowi naszej nienawiści i w pierwszej kolejności rozważyć te cechy, które najbardziej nas denerwują. Spróbujmy znaleźć jakieś dobre, pozytywne cechy tej osoby. Jest to szansa na lepsze poznanie i zrozumienie drugiej strony i zastanowienie się nad tym, w jakim stopniu jej cechy dobre równoważą cechy złe. No chyba że nasza nienawiść jest już obsesją lub chorobą. Bo tak bywa często... o czym najlepiej wiedzą psycholodzy. No właśnie- psycholodzy... A jednym z powodów tematu dzisiejszego wpisu jest znalezienie bloga pewnego psychologa. Jawi się on w nim jako istota nienawidząca wszystkich i wszystkiego a pisze pod znakiem pentagramu satanistycznego. Różne istnieją „pozy" jeśli idzie o profile blogowe... No bo internet jest takim miejscem gdzie najlepiej można je stosować. On przybrał właśnie taką i zachęca swoich czytelników hasłem...- „zacznij ze mną rozmawiać a ja po 15 minutach znajdę powód by Cię znienawidzić..." Tylko po co zatruwać się takim uczuciem? Po co rozsypywać w swoim życiu ten obornik, który nie „nawiezie" a zasmrodzi i spodli?
Wszystkim nadawcom meili z życzeniami urodzinowymi...- DZIĘKUJĘ... Coraz niechętniej obchodzę tą uroczystość bo stara się robię i chyba zrzędliwa... Na trudy życia tej zrzędliwości zwalać nie będę... bo wszyscy mamy przecież jakieś problemy. Pozdrawiam więc i miłości do ludzi życzę. 
                                                                                            

komentarze (3) | dodaj komentarz

























SAMA O SOBIE


KSIĘGA DLA CIEBIE

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 03.09.2009 17:41:44
  • autor: jankosie09
  • treść: Niebanalny, piekny b...